Cześć wszystkim!
W ostatniej notce wspomniałam wam, że w mojej głowie jest wielki bałagan.
Na szczęście powoli układam wszystko na swoje miejsca.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam co nieco o moim wyjeździe. Mimo, że była to dopiero wiosna termometry wskazywały tam nawet trzydzieści stopni.
Kocham gdy na dworze jest tak cieplutko.
Ogólnie uwielbiam lato. W tym okresie wszystko jest tak cudowne, słoneczne i kolorowe. W tym roku niestety słoneczne dni ograniczyły się do pierwszego tygodnia wakacji. Przewagę przejął deszcz.
Niektórzy z was pewnie siedzą teraz na Malediwach i smażą się na słońcu jak ryby na grillu nad polskim morzem.
Inni wliczając w to mnie siedzą obecnie w zimnej Polsce i czekają aż łaskawe słońce postanowi wyłonić swą piękną żółtą pelerynę zza chmur.
No ale wracając do głównego tematu.
Około dwa miesiące temu wraz z przyjaciółmi byłam w Hiszpanii.
Tak mi brakuje tego słońca i oceanu!
Podczas wyjazdu zobaczyłam na własne oczy jak piękna jest Barcelona i jak niesamowity klimat panuje w tym mieście.
Jednak największą ilość czasu spędziłam w Lloret de mar, gdyż tam znajdował się nasz hotel.
To miasto również jest cudowne, a co najważniejsze od plaży dzieliło nas jedynie kilkanaście metrów. Czułam się jak w niebie.
Dzisiaj przeglądając zdjęcia na laptopie natrafiłam na te z wyjazdu.
Na świecie jest tak wiece cudownych miejsc. Nieraz patrzy się na nie aż z niedowierzaniem.
Tak wiele z nich chciałabym zobaczyć!
W oczekiwaniu na słońce, możecie zerknąć na zdjęcia min. z Hiszpanii dołączone pod notką!:)
Miłego wieczoru (a raczej nocy, biorąc pod uwagę fakt, że jest godzina 1:40)!